…rocznica

gdy odchodzisz
w świat przypomnienia
pustych garnków zardzewiałych myśli
ja wciąż tkwię na swoim miejscu
hermetyczna nieskruszona
poszłabym za Tobą
ale nie mam czasu
między pozą a przystosowaniem
poszłabym za Tobą
ale nie mam ochoty
wśród zakamarków zwyczajnego życia
poszłabym za Tobą
ale kiedyś w tygodniach rozpaczy
obok ledwie znaczącego
poszłabym za Tobą
ale mnie nie zapraszasz
między skrawki nieistnienia

nie zrozumiałam
że to ostatni posiłek
a potem nie przeczułam
że się żegnasz
poprosiłabym
zostań
czy to by coś zmieniło

miłość

a piękna jestem jak soli ziarnko
co się niebieści na kromce chleba
i jeszcze mocna jak kielich starki
co to go haustem wypić trzeba

a mądra jestem jak łan lazuru
co się wylewa na firmament
a jeszcze cicha jak gęsie pióro
co to zanurza się w atrament

a dobra jestem jak ziemi skrawek
co się błękitem z niebem mierzy
i jeszcze tkliwa jak anioł prawie
co to się śni gdy tak należy

a zwykła jestem jak świat dokoła
co się spod stóp wymyka nagle
ja jestem zwykła smutna wesoła
a może tylko utkana z pragnień

praciotka

uwielbiam stare filmy i młodych chłopców
to stwierdzenie nie zszokowało mnie
tak jak powinno
święte oburzenie napuszonych matron
tych rozdętych pruderią
tych wyschniętych z zawiści
wcale nie było takie święte
ogarnięte niezdrowym rumieńcem
same chętnie łypały
na jędrne pośladki
a ona mrużyła szelmowsko oko
i trzęsła się ze śmiechu
klepiąc po ręce prawnuczkę

na złom

a my pokorni
na rozkraczonych nogach
rzucamy na tacę
garść żwiru
waży nasza skrucha
bramka wyrwana
żaliwna
parkan ucięty
i już dzwony
biją za kamiennym szańcem
groźba powrotu
po zmasakrowane groby
***
spocone lepkie
usta umoczone
poświęcone paznokcie
zawiedź mnie do kraju tego
mnie co się błąkam
nie
cierpię
***
a krzyż cicho
wsparł się na pomniku
dziś jeszcze
w ostatnią drogę
hej parę groszy
za kilogram wieków

modlitwa

podaruj mi płatek świtu
zasuszę go wśród dłoni skruszonych czasem
podaruj haust niebosytu
powtórzę mu smak tamtej ciszy jak pacierz

gdy wyprana z barw zapomnę
w godzinie rozmytej między zmrokiem a brzaskiem
chwil zgubionych co poza mną
wirują ich bezsens nawet sensu brak miesza

zapomnij mi ziarnko zmierzchu
roztrwonię je na pamięć skreślonych twarzy
zapomnij mi gest zapierzchły
odbiorę mu szmer tamtych cieni jak azyl

gdy strącona w głos przystanę
w przestrzeni zastygłej między brzaskiem a zmrokiem
wbrew nadziei co na strzępy
rozdziera jej bezdech nawet dławi koszmarem