magia

zaczaruję cię od nowa
słowem gestem czy uśmiechem
znowu będę szmaragdowa
znowu będę gonić echo

podaruję ci raz jeszcze
rzęsy kroki albo siebie
pewnie nawet się nie zmieszczę
na tym twoim nowym niebie

może lepiej to zostawię
miej tam sobie spokój święty
nic że ja się smutkiem dławię
grunt że ty wciąż uśmiechnięty

paryż

szum fontanny
daleki pogłos sztucznych ogni
z pól elizejskich
cha cha śmiał się chłopiec
który dawno powinien być w łóżku
matka wlewała mu w usta
fałszywego szampana
i klepała z uciechy
w jednopalczaste ręce gdy
zataczał się upojony oszustwem
wreszcie usnął
na barłogu z desek i kartonów
okrył powiekami niewinność dwulatka
przesłoniła go ciżba podchmielonych oddechów
zagłuszył krzyk fajerwerków
wybiła północ