listy

z drogi

smutne miasteczka
gdzie płoną tylko latarnie
podwórka czarne domy
samotny blok bez błysku nadziei
jadę
noc
tak daleko od domu
kiedy
przytulę pogłaskam zdejmę buty
smutne miasteczka
gdzie
błyszczą tylko neony

dzień czwarty

kłują pięknem gwiazdy obce
powietrze pachnie nie nami
wiatr nuci nieznaną kołysankę
noc przecieka przez palce
woda ma smak tęsknoty

dzień jedenasty

pytasz
tak
pięknie
tu jest
zielono kwietnie
ptaki drzewa oddech noc mrozi
trzmiele krzewy uśmiech dzień topi
pytasz
tak
strasznie
tu jest
samej

dzień piętnasty

jestem zmęczona nie mogę spać
zaraz północ
ludzie którzy nie wiedzą co to Wielkanoc
przewracają się w swoich łóżkach
jeszcze
osiemset szesnaście godzin
siedem sześć minut
każdego dnia
słucham oceniam krzepię
jestem zmęczona
napisałam kilka zdań
zaledwie
czuję niemoc
wiem nadejdzie
przeżycia uczucia wnioski
wyleją się ze mnie
ale
jeszcze nie teraz
niewidzialne palce szarpią krtań
nie dzielę się jajkiem
nie oblewam wodą
bo
nie mam z kim

dzień trzydziesty

są jak sasanki
w ich prawdziwy świat
wtargnie
od czasu do czasu
nierzeczywistość
gazet komórek samochodów
zawiruje muśnie uleci
i znowu
mogą unieść
srebrne twarze ku słońcu
gnuśnie

dzień trzydziesty siódmy

burza w kielichu
po spienionych falach
przetacza się brud
sasanki
rozpłaszczone w trawie
zdeptane ciężkim butem
to będzie zły długi czas

z drogi

kolejne miasteczko
gdzie
błyszczą tylko neony
samotny blok z kwadratem światła
domy czarne podwórka
noc
wracam
za kilka godzin będę w domu
przytulę pogłaskam zdejmę buty
kolejne miasteczko
gdzie
płoną tylko latarnie

podlinka

w tej wsi mieszkał anioł
najprawdziwszy
srebrne nitki przetykały jego serce
twarz mierzwiły zmartwienia
nie miał nic
co dziś ważne
ani
nic
dobre oczy i uśmiech
nie umarł z głodu
ale odszedł
o sękatym kiju co mu był
przyjaciel jedyny
w godzinie najstraszniejszej
ale wrócił
w godzinie gorszej może jeszcze
bo był aniołem
przecież

wiosna

a wiosna
przyszła w styczniu
zerknęła na rynny parapety
a one odpowiedziały
łzawym uśmiechem sopli
a wiosna
westchnęła cieplutko
aż odtajały serca
brukowanych uliczek
i kamienie stopniały
a wiosna
pokręciła się tu i tam
zawinęła w sukienkę
wilgotne pocałunki wróbli
i pobiegła przed siebie
a lód
parzył ją w stopy