16 Komentarze

    • Witaj, Jotko.

      Twoje prawo, Jotko:)

      Zawsze, kiedy słyszę o „złośliwości rzeczy martwych”, przypominam sobie swojego tatę, który mawiał: „Ech, te krasnoludki… Znowu mi – to czy owo – schowały:)”

      Pozdrawiam:)

  1. przepiękne wyznanie…
    ale być może znów nadinterpretowałem.
    bo ja przeczytałem – chcę się na nie natykać każdego dnia i wszędzie – żeby się stały oswojoną codziennością.

    • Witaj, Anno.

      Ano właśnie…
      Najgorsze są drobiazgi, zawieruszone, odłożone do położenia na miejsce na później…

      Pozdrawiam:)

    • Witaj, Wojtku.

      Najtrudniej, gdy są to zwykłe przedmioty… Jakiś zapomniany szkic, połamany kawałek węgla, zapleśniała chlebowa gumka…

      Pozdrawiam:)

    • Witaj, Iwono.

      Dziękuję.

      Dobrze to ujęłaś. Właśnie takie mam wtedy wrażenie – osaczenia…

      Pozdrawiam:)

  2. Leno, a nie pomyślałaś, że można bezwiednie przywołać osoby i rzeczy. Czasem mi się to zdarza i wtedy oczywiście uważam się za czarodziejkę, bo mam moce, a że lubię się śmiać z siebie, więc zamiast winić siebie, robię z tego atut.
    Serdecznie pozdrawiam

    • Witaj, Ultro.

      Myślę, że na „przywoływanie” jest stanowczo za wcześnie.
      Na razie próbuję oswoić się z tym, co jest, a taki zmaterializowany przedmiot nasuwa myśl „było… nigdy już nie będzie…”.
      Na pewno kiedyś nadejdzie czas na myślenie o tym wszystkim bez tego straszliwego, zabierającego oddech smutku. Ale – to – kiedyś…

      Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.