Radosny ptak Drongo

- Kra! Kra! Kra!
Barłóg z kołdry drgnął. Po chwili pośród wojłokowych kłębów łysnęło pofałdowane czoło. Wąskie, zaropiałe szparki odmówiły posłuszeństwa i nie chciały otworzyć się szerzej. Za to spierzchnięte wargi rozwarły się w potężnym ziewnięciu, ukazując mocne zęby i biały język.
Na moment wszystko zamarło, po czym czoło znikło, a reszta opieszale zaczęła supłać się w przepocone zwały grubej materii.
- Kra!
Kołdra zafalowała i znieruchomiała wyczekująco.
- Kra. – rozległo się mniej śmiało, ale jakby bliżej.
Wzorzysta tkanina ani drgnęła.
- Kra?
Kołdra zaniechała nawet tego nieznacznego ruchu, znamionującego oddychanie…
- Kra! Kra! Kra!
Płachta poderwała się, załopotała, a spod niej wyprysnął rozczochrany, brodaty osiłek. W dwóch susach dopadł balkonu, otworzył go i wyskoczył na zewnątrz. Rozejrzał się. Z półotwartych ust buchnął obłoczek pary. Potężna pięść uniosła się w górę i pogroziła z mocą. Wreszcie i oczy rozwarły się szerzej.
Wokół panowała kompletna cisza. Tylko na gałęzi nagiego kasztanowca bujało się obrzydliwe, pozbawione piór, czerwonoskóre ptaszysko.
Było wielkości sępa, miało długą, pofałdowaną szyję i krogulczo zakrzywiony dziób. Żółtawe pazury wbijały się w gruby konar, a jarzące pomarańczowo ślepia wpatrywały się niewinnie w niebo.
Osiłek przyglądał się chwilę ptaszydłu z miną troglodyty, a potem bezwładnie osunął się w zamarzniętą górkę śniegu. Skulił się, zaszczękał zębami i rozpłakał się.
Trząsł się i dygotał, czując, jak pod wpływem rozgrzanego ciała śnieg topnieje i wsiąka w bokserki. Po kwadransie ucichł. Powoli uniósł głowę i siąknął nosem. Ostrożnie rozejrzał się wokół.
Nagle spowił go cień. Poczuł gwałtowny napór powietrza. Coś zatrzepotało i przetoczyło się tuż nad jego głową.
Zamknął oczy…
Gdy je otworzył z naprzeciwka tanecznym krokiem zbliżało się ptaszysko. Podeszło bardzo blisko. Wyciągnęło szyję, trąciło go dziobem i zagaiło przyjaźnie:
- Kra.

14 Komentarze

  1. Współczesna wersja Bazyliszka… Nie zabija wzrokiem za to zmienia zło w dobro, albo obnaża strach i bezradność schowaną pod powłoką wyćwiczonego w siłowni olbrzyma. Ot takie moje poranne skojarzenie.

    • Witaj, Iwono.

      Też pięknie:)

      Bo „nic nie jest takim, jakim być się na pozór wydaje”:)

      Pozdrawiam:)

  2. Ptak, który nie ma piór, coś jakby upiór. Jak oswoić takiego?
    Mnie rano też budzi krakanie zamiast „słowika śpiew”, a na cmentarzu, strach przebywać, krakanie zewsząd. Krakanie nigdy nie jest miłe dla ucha, a może to tylko przewrażliwienie?
    Serdecznie pozdrawiam

    • Witaj, Ultro.

      Radosny ptak Drongo jest jak Róża Małego Księcia:) Ona rani palce, on – uszy:)
      Wystarczy pozbyć się stereotypowego myślenia i może okazać się, że jest całkiem milutko:)

      Pozdrawiam:)

  3. a co ma biedne ptaszysko zrobić, skoro najpiękniejsze nawet słowa tylko wychrypieć potrafi? Może grzech pieworodny nosi na sobie i za nieswoje przewiny ma wieczną pokutę.

    • Witam.

      Miło mi, że mnie odwiedziłeś.

      Ano właśnie – to jest prawdziwy dylemat: kto tu bardziej cierpi…

      Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.