płócienna dziewczyna

nie maluj tego to obsesja
dobrze jesteś moją obsesją
po co
będę wielbił przysięgał
zaklinał gdy odejdziesz
odejdę

mściwe zacieki zioną kobaltem
stapler spina światło
krew na tenisówkach
łuszczy się proszkiem do prania
już nigdy nie zniknie
będzie mi przypominać
płócienną dziewczynę
w kapeluszu
więc
niezupełnie nagą

wchodzę w odmrok pracujesz
zaglądam ci przez ramię
twoje ciało pachnie terpentyną
bardzo się jeszcze gniewasz myślę
z płótna oskarża mnie
euriale
z moją twarzą

12 Komentarze

  1. Zawsze zazdrościłam osobom uzdolnionym plastycznie, nigdy nie narysowałam niczego więcej, niż domek, kwiatek itp.
    A pędzlem czy ołówkiem można wyrazić tyle uczuć i nastrojów…można powiedzieć KOCHAM lub ŻEGNAJ…

    • Witaj, Jotko.

      Ty pięknie malujesz słowami :)

      Kiedyś bawiłam się w malowanie na szkle, rękodzieło. Traktowałam to jak hobby. A potem znaleźliśmy się z dzieckiem w czarnej dziurze i nigdy nie pomyślałabym, że hobby stanie się źródłem utrzymania :)
      To był zupełny przypadek – komuś się spodobało, więc przysłał kolejną osobę i… rozkręciło się.

      Pozdrawiam :)

    • Witaj, Stokrotko.

      A wiesz, że mam podobne wrażenie, gdy patrzę na Jego prace. To, co ja mówię On potrafi namalować :)

      Pozdrawiam :)

  2. Zastanawia dlaczego z trzech sióstr wybrana do pozowania została akurat ta. Szczęśliwie jedna z dwóch nieśmiertelnych. To, że w kapeluszu pełnym węży to oczywiste.
    Serdeczności z Krainy Loch Ness :-)

    • Witam.

      Według niektórych mitów Euriale była wredniejsza od swoich sióstr :)

      Jak kiedyś zniszczyłam Mu inny obraz, na którym się sobie nie podobałam, to namalował mnie jako sukkuba – pierwszą żonę Adama :)

      Pozdrawiam :)

  3. Nieśmiertelna, wężowa Dziewczyno ze złotymi skrzydłami, Twój malowany obsesją wiersz wywołuje wiele skojarzeń, więc podziwiam.
    Zasyłam moc serdeczności.

    • Witaj, Ultro.

      Dziękuję.
      Jak zwykle uchwyciłaś to, co najważniejsze – więcej we mnie z gorgony niż słodkiej Iris :)

      Pozdrawiam :)

  4. znajoma artystka mówiła, że mnie namaluje. W kapeluszu z dużym rondem. To się nigdy nie stało, w sumie nie wiadomo dlaczego, i w=nie wiem wobec tego, jak to jest zobaczyć siebie oczami i talentem innej osoby…

    • Witaj, Anno.

      Na początku to nie było łatwe. Są przecież wystawy, wernisaże. Ludzie zawsze porównują, komentują, snują domysły. Pół biedy – gdy między sobą. Ale zdarzają się gorliwcy, którzy muszą podzielić się wynurzeniami z „miszczem”. To bywa bardzo krępujące.
      Czasami mam wrażenie, że On mnie zakłamuje i to bardzo mnie złości. Nie tyle chodzi o szczegóły anatomiczne, co o kontekst, całokształt, jakiś specyficzny dobór kolorów, symboli.
      A czasami jest bardzo przenikliwy i to mnie zawstydza, czuję się obnażona, nie chcę, żeby ktoś oglądał mnie taką „intymną”.
      I zawsze to jest dziwaczne wrażenie, kiedy w postaci widzisz swoje stopy, piersi, usta albo na przykład gest, układ ciała, wyraz twarzy.
      Ale oboje to robimy. Wkładamy siebie nawzajem w nasze utwory. Nie da się pominąć milczeniem relacji, jeśli ona jest prawdziwa i ważna. Można co najwyżej schować wiersz do szuflady, a obraz wcisnąć w najciemniejszy kąt.
      My się też trochę nawzajem cenzurujemy – są rzeczy, które raczej nie ujrzą światła dziennego. I u Niego i u mnie.
      Staramy się szanować nawzajem, zostawiać pewne wspólne przeżycia wyłącznie dla siebie.
      Może ja mam trochę łatwiej w tym sensie, że słowo pozwala na niedomówienia, a obraz – niestety nie.
      Nie umiem tego lepiej wytłumaczyć :)

      Pozdrawiam :)

      • Dzięki. Wasza wzajemna relacja pewnie jeszcze to wszystko wzmacnia… gdyby malował cię nie tak bliska osoba – pewnie byłoby jeszcze inaczej. Znasz taką powieść Judith Krantz „Córka Mistrala”? to niby romansidło, ale takie „lepsze”, ale nie w tym rzecz. Częśc akcji dzieje się w środowisku malarzy i ich modelek, i mniej więcej to, co napisałaś, tez tam jest… również o tym, co się dziej, gdy jesteś na wernisażu…

        • Zdarzają się różne sytuacje. Tak naprawdę wszystko zależy od tego, na ile ktoś sobie pozwoli albo chce sobie pozwolić :)

          Pewnie masz rację, że byłoby inaczej. Nikt inny tego nie robił, choć jakieś tam napomknienia się zdarzały. Kiedyś koleżanka fotograficzka prosiła, żebym jej pozowała, ale z aparatem jest inaczej. To pewnie zabrzmi idiotycznie, ale wolę oglądać innych :)

          Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.